Nigdy nie nauczę się angielskiego – i inne argumenty

Nie nauczę się angielskiego, bo …  To dziwne, ale często sami sobie odmawiamy możliwości samorozwoju. Podamy setki uzasadnień dlaczego nie zasługujemy na coś, albo dlaczego nie jesteśmy zdolni czegoś dokonać.

W rozmowach ze znajomymi i nie tylko stosunkowo często słyszę takie oto tezy:

  •  nie nauczę się angielskiego, bo jestem za głupia ( ciekawe, że nigdy nie usłyszałam takiego argumentu od faceta)
  • uczę się tego angielskiego, ale nic z tego, bo nie mogę mówić -no nie potrafię się przełamać
  • a ja się uczę tyle lat i ciągle zaczynam od zera, bo te kursy to takie nudne, że p roku rezygnuję, a potem jestem w punkcie wyjścia

Czasami to się zastanawiam, co sensownego mogę na to odpowiedzieć, żeby nikogo nie obrazić, a jednocześnie nie skłamać. Może więc odpuszczę odnoszenie się do tych argumentów i powiem po prostu, że są fałszywe. A teraz na spokojnie wyjaśnijmy sobie, z czego bierze się wszelki opór przed nauką ( angielskiego, czy czegokolwiek innego) .

Jak odróżniam cel i szczere postanowienie od mrzonki

Jak się tak zastanowić, to każdy projekt, który chcemy wykonać zaczyna się od celu- wyznaczamy sobie jakiś cel, np. uszyję sukienkę, odwalę sobie salon tak pięknie jak z katalogu, kupię sobie kabrioleta, nauczę się angielskiego. Tu świetnie, jeśli pojawi się uzasadnienie naszego celu, czyli: dlaczego tego chcesz? No, możliwe odpowiedzi: bo jak wyskoczę w tej kiecce, to Kaśce oko zbieleje, bo przestanę się wstydzić za ten salon i wreszcie w chacie będzie pięknie, bo w takim kabriolecie poczuję się sobą, bo angielski jest mi potrzebny do dalszego rozwoju.

Potem, jak już wiemy dlaczego tego chcemy, to główka zaczyna pracować, jak tego dokonać. O, i to jest cenny sygnał, bo jeżeli ustalamy sobie cel, a zaraz po nim nie pojawi się pytanie: ” to co teraz trzeba by zrobić, żeby sprawę popchnąć do przodu”, to znaczy, że nie mówimy o celu, a o mrzonce. I z drugiej strony – jeśli nigdy nie wpadło ci do głowy pytanie o tym, jak zamierzasz tego dokonać, to to coś nigdy nie było twoim celem. I to oznacza, że sprawa umiera na tym etapie i po ptakach. Więc wracając do początku, jeśli argumentujesz coś, że jesteś niedysponowany umysłowo, aby nauczyć się języka, albo że nie umiesz mówić po angielsku, lub też uczysz się w kółko tego samego i nie możesz przejść do wyższego poziomu, to po prostu zadaj sobie w duszy uczciwie pytanie, czy naprawdę chcesz się nauczyć.

A co, jeśli to jest szczere postanowienie, a tego nie robię

Miałam kiedyś taki trudny czas w życiu, kiedy bez względu na to, co postanowiłam nie mogłam tego zrobić, bo momentalnie czułam się koszmarnie zmęczona i albo zasypiałam od razu ( i budziłam się jeszcze bardziej zmęczona). Nie potrafiłam zrobić nic sensownego, ani również nic zapamiętać. Zaczęłam się podejrzewać o poważne choroby, bo symptomy były mocno niepokojące. Być może i Ty obserwujesz podobne zachowania. Mnie to minęło, ale nie tak samo z siebie. Po prostu, dzięki lekturze książki „Nawyk samodyscypliny”, doszłam do wniosku, że lepiej zacząć od realizacji maciupkich kroków, niż planować duże zadanie, bo podświadomość odrzuca je już na etapie przemyśleń. Suma małych zadań daje całkiem niezły rezultat na koniec i chociaż wydaje się to żmudne i nudne, to koniec jest naprawdę satysfakcjonujący.

Gdyby autor(ka) słów z początku tego artykułu zamiast zaczynać w kółko kurs w tym samym poziomie i ciągle z niego rezygnować uczyła się małymi porcjami, ale jak ten żółw – ciągle do przodu, to dziś mówiłaby po angielsku jak szalona. Ale cóż, może za rok znów zacznie w tym samym punkcie. A czas ucieka…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *